,,Gdy zbłądzisz pośród dróg Zatracisz życia sens Do matki możesz przyjść Powierzyć troski swe!"

Pozwólmy się wziąć w objęcia i prowadzić za rękę Matce Bożej i naszej, gdyż trzymając się Jej, pokonamy najciaśniejsze zakręty historii. Niech Ona nas prowadzi, abyśmy odkryli łączące nas więzy.

Papież Franciszek w kazaniu podczas Mszy św., której przewodniczył 1 stycznia, w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki w bazylice św. Piotra w Watykanie.

Cudowny obraz Matki Bożej Piotrkowskiej

Jak powiedział Otto Faber, słynny konwertyta, który przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm:

"Od kiedy wyrzuciliśmy Matkę Bożą za drzwi, nasze chrześcijaństwo wysycha coraz bardziej. Pozostała nam wegetacja. Jeżeli ma ono na nowo zakwitnąć, musimy z powrotem wprowadzić do Kościoła anglikańskiego Matkę Najświętszą".

Oto dlaczego Kościół święty tak czci swoją Matkę. Bo Ona jest drogą do Boga. Maryja z woli samego Boga stała się drogą, pośredniczką, przez którą przyszedł na świat Chrystus. Maryja jest nie tylko drogą Chrystusa do nas, lecz także naszą drogą do Chrystusa. Cały kult maryjny to nic innego, jak droga do Chrystusa, czyli do świętości. A jak jest w praktyce?

Tym, co najbardziej razi i zasmuca w naszym kulcie do Matki Najświętszej, to uprawianie pewnego rodzaju handlu. To ta czysta doczesna interesowność. Matka Najświętsza dla wielu stała się taką poczciwą Panią do załatwiania naszych doczesnych, nieraz bardzo błahych, interesów, interesików, i nic więcej.

Czyż na pierwsze miejsce nie wysuwa się ten zgiełk jarmarczny? A najczęstszymi słowami, które słychać, to: "daj, spraw, wysłuchaj"? Daj pieniądze, zdrowie, powodzenie; daj dobrego męża, pomóż zdać egzamin, wygrać w totolotka.

Kiedy Ją czcimy?

Przypomnijmy sobie: ile razy modliliśmy się tylko po to, by uczcić Maryję? Ile razy rumieniec wstydu pokrył nasze oblicze wobec wysiłku naśladowania Matki Bożej? I tu dopiero jest źródło zła. Nie to jest złe, że prosimy Matkę Bożą o sprawy doczesne. O to możemy prosić i powinniśmy - bo Ona jest Matką, a dla Matki nic nie jest obojętne.

Ale zło tkwi w tym, gdy cały kult maryjny ogranicza się do załatwiania naszych spraw doczesnych. Zło tkwi w tym, że z kultu maryjnego chcemy zrobić tylko mały kramik, gdzie dłuższą lub krótszą modlitwę do Matki Bożej można wymienić na zdrowie, pieniądze, powodzenie, wybawienie z kłopotu...

Z tej racji, zachęcamy do wysyłania swoich próśb i podziękowań przez naszą Księgę Intencji, zostaną one wyczytane podczas nowenny do Pani Piotrkowskiej, po Mszach Świętych o godzinie 8:30 i 19:00, natomiast intencję Eucharystii do Pani Piotrkowskiej można złożyć w zakrystii przed godziną 19:00.

Malarz obrazu w kościele w Świętej Annie.

Dziś kontynuujemy naszą opowieść o pobożnym zakonniku, który wykonał prawie 400 lat temu cudowny obraz naszej Pani Piotrkowskiej. Zatrzymamy się w klasztorze w miejscowości Święta Anna. Sam początek tamtejszego sanktuarium sięga XV stulecia. Bernardyni objęli tę placówkę w 1609 roku. Od 1554 roku istniał tam drewniany kościół wzniesiony na miejscu jeszcze starszego staraniem Anny Krokierowej z Krakowa.

Po otrzymaniu fundacji Bernardyni zjednali dla niej wielu możnych dobrodziejów. W 1609 roku otrzymali niezbędna zgodę władz kościelnych i króla Zygmunta III. Z braku odpowiednich murowanych obiektów sprawowali liturgie i mieszkali w drewnianych budynkach. Konsekracja nowego, murowanego kościoła miała miejsce w 1617 roku. Budowa klasztoru przeciągnęła się do połowy XVII wieku.

Gmach mieszkalny okazał się jednak niezbyt solidny i za ciasny. W latach 1663 - 1667 przeprowadzono jego gruntowną rozbudowę. Mieszkało w nim odtąd około 40 zakonników.

Na tej podstawie można przypuszczać, że twórca obrazu piotrkowskiego, Diakon, nie miał raczej odpowiednich warunków na odbycie nowicjatu we wspomnianym konwencie i etap formacji początkowej odbywał w którymś z bardziej rozbudowanych domów bernardyńskich.

Jakim wykształceniem i jak wyglądało kształcenie naszego bohatera? O tym za tydzień.