Jutrzejszy wtorek obfituje we wspomnienie dwóch wielkich misjonarzy. W kalendarzu franciszkańskim będziemy obchodzić wspomnienie św. Leonarda, natomiast po Mszach Świętych o 8:30 i 19:00 dołączymy nasze co tygodniowe nabożeństwo do świętego Antoniego, drogiego nam cudotwórcy, który wciąż słynie wieloma cudami. Co łączy świętego z Padwy oraz świętego Leonarda?

Obaj święci byli wielkimi misjonarzami, kochali Pana Boga oraz oddali mu się całkowicie oraz słyną wieloma cudami, w których ewidentnie jest słynniejszy święty z Padwy, który żył prawie 400 lat wcześniej.

Świętego Leonarda w wieku 13 lat wysłano na studia do Rzymu, do Collegium Romanum. Dla doskonalszego życia zapisał się równocześnie do oratorium filipinów. W roku 1697, gdy miał 21 lat, zrezygnował ze studiów i przywdział habit zakonny Braci Mniejszych, reformatów-obserwantów, przyjmując imię Leonard. Po złożeniu ślubów rozpoczął studia teologiczne. Sześć lat później, w 1702 r., został kapłanem.

Miał wyjechać na misje do Chin, jednakże zbyt intensywne życie wewnętrzne oraz wytężone studia wpędziły Leonarda w ciężką chorobę. Przyrzekł on wówczas Najświętszej Maryi Pannie, że gdy wyzdrowieje, poświęci się bez reszty misjom krajowym wśród ludu.

Został wysłuchany i odtąd przez 43 lata przemierzał Włochy jako ludowy misjonarz, zyskując tytuł “apostoła Włoch”. O swoich kazaniach mówił: “Moje kazania nie mogą być piękne, lecz są pięknymi prawdami”. Rozszerzał nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu (wprowadzał całodzienną adorację) i Najświętszej Maryi Panny (był jednym z największych propagatorów nabożeństwa “Trzy Zdrowaś Mario”). Był promotorem nabożeństwa Drogi Krzyżowej, uzyskał od Stolicy Apostolskiej pozwolenie, by bracia mniejsi mogli ją zakładać także poza swymi kościołami i miejscami podległymi ich jurysdykcji. Stacje Męki Pańskiej erygował w 576 kościołach.

To dzięki jego prośbie papież Benedykt XIV założył Drogę Krzyżową w rzymskim Koloseum. Za przykładem św. Bernardyna szerzył także nabożeństwo do Imienia Jezus. Polecał, by wierni wypisywali to imię na drzwiach swoich domów i mieszkań. Zachęcał wiernych do codziennego udziału we Mszy świętej i do częstej Komunii świętej, co w owych czasach należało do rzadkości. Wprowadzał także praktykę częstego nawiedzania Pana Jezusa w kościele. Nadto korzystał z okazji, by zyskiwać zakonowi nowe powołania. W ten sposób założył wiele nowych domów.

Ojciec Leonard zwykł dawać trzy rady tym, którzy o nie zwracali się do niego:

Nigdy nic przeciw Bogu, nigdy nic, jeśli nie z Bogiem, nigdy nic, jeśli nie dla Boga.

Po wyczerpującej pracy misjonarskiej, zmarł w Rzymie, w klasztorze św. Bonawentury, 25 listopada 1751 r.

Święty Antoni zapragnął być misjonarzem w 1220 roku gdy jeszcze jako Ferdynand był świadkiem pogrzebu pięciu franciszkanów zamordowanych przez mahometan w Maroko.

Przy tej okazji po raz pierwszy usłyszał o duchowych synach św. Franciszka z Asyżu i natychmiast wstąpił do nich w Olivanez, gdzie osiedlili się przy kościółku św. Antoniego Pustelnika. Z tej okazji Ferdynand zmienił swoje imię na Antoni.

Antoni przemierzał miasta i wioski, nawołując do poprawy życia i pokuty. Dar wymowy, jego niezwykle obrazowy i plastyczny język, ascetyczna postawa, żar i towarzyszące mu cuda gromadziły przy nim tak wielkie tłumy, że musiał głosić kazania na placach, gdyż żaden kościół nie mógł pomieścić słuchaczy.

Jego pogrzeb był wielką manifestacją. Pochowano go w Padwie w kościółku Matki Bożej. 30 maja 1232 roku, papież Grzegorz IX zaliczył go w poczet świętych. O tak rychłej kanonizacji zadecydowały rozliczne cuda i łaski, jakich wierni doznawali na grobie św. Antoniego. Komisja papieska stwierdziła w tak krótkim czasie 5 uzdrowień z paraliżu, 7 wypadków przywrócenia niewidomym wzroku, 3 głuchym słuchu, 2 niemym mowy, uzdrowienie 2 epileptyków i 2 wypadki wskrzeszenia umarłych, a jak działał święty z Padwy gdy przychodzili do jego grobu ułomni:

W dniu, w którym ciało błogosławionego Antoniego ze czcią złożone zostało w kościele Świętej Bogarodzicielki Maryi, pewna kobieta imieniem Cunizza, od roku poważnie chora, zdołała przyjść aż do tego miejsca, wspierając się na drewnianych szczudłach, które zwą kulami. Na jej ramieniu wskutek zgęszczenia płynów organicznych wyrósł ogromny garb i tak ją nieszczęśliwie pokrzywił, że w żaden sposób nie mogła poruszać się bez użycia kuł. Leżała chwilę przed grobem błogosławionego Antoniego pogrążona w modlitwie. I oto zaraz ramię wyrównało się i garb zniknął tak, że kobieta owa, odrzuciwszy kule, wyprostowana wróciła do domu.

(źródła: https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-13.php3 https://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/11-26a.php3 http://old.pawel.lublin.pl/sw-antoni-cuda/ )

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.