Św. Antoni wyróżniał się franciszkańskim duchem wędrowca, wrażliwością na potrzeby braci, Kościoła i świata. Szedł tam, gdzie posyłało go zakonne posłuszeństwo i ludzie spragnieni nauki Jezusa Chrystusa.


Ojciec Antoni był świadkiem jak przywieziono z muzułmańskiego Maroka ciała pięciu męczenników franciszkańskich. Ich historia obudziła w świętym eremicie pragnienie podjęcia duchowej walki z niewiernymi na sąsiednim kontynencie. Na miejscu jednakże okazało się, że wola Boża jest inna, ponieważ podróżnik zapadł na tak ciężką chorobę, iż nie mógł podjąć misjonarskich obowiązków. Zrezygnował zatem ze swego pomysłu i wyruszył w dalszą podróż.

Rok 1221

Następnym miejscem, w jakie miał dotrzeć wraz z towarzyszem podróży bratem Filipem, była Sycylia. Tam dowiedzieli się, iż brat Franciszek zwołał kapitułę generalną do Asyżu i niezwłocznie wyruszyli, by połączyć się z licznym gronem obradujących.

Był rok 1221. Antoni zachowywał się tak skromnie i niepozornie, iż nie przydzielono mu żadnej funkcji podczas obrad, ale jak dowiedziano się, iż jest kapłanem, został wysłany do pustelni w Montepaolo nieopodal Forli, gdzie miał sprawować Mszę Świętą dla przebywających tam braci.

Święty odznaczył się tam wprost niewiarygodną pokorą, która miała wydać stokrotne i niespodziewane owoce. Jego życie było pozornie całkiem jednostajne, a wypełniały je właściwie trzy czynności – sprawowanie Najświętszej Ofiary, wykonywanie najniższych i podrzędnych prac fizycznych (sam o to poprosił, mimo iż stał wyżej od innych z powodu kapłańskiej godności) i kontemplacja w odosobnionej jaskini, stanowiącej dla niego duchowe oddalenie nawet od pustelni, w której mieszkał.


W tej właśnie jaskini święty Antoni odbył prawdziwą szkołę życia wewnętrznego i mistycznego. Pan Bóg przemawiający w cichości serca ludzkiego przez cały rok przysposabiał swego sługę do dzieł, których on sam nie mógł przewidywać…

Rok 1222

W końcu nadeszła wiosna 1222 roku. W Forli miano udzielić święceń kapłańskich kilku braciom. Zwrócono się z prośbą o wygłoszenie okazjonalnego kazania do ojców dominikanów, lecz ci odmówili, podobnie uczynili przez pokorę sami franciszkanie.

Wówczas przypomniano sobie o skromnym, ale sumiennym i gorliwym mnichu pracującym w pustelni pod miastem – wezwano go i postawiono przed faktem dokonanym, iż ma przemawiać do licznego tłumu zgromadzonego w katedrze.

Wszyscy, którzy zetknęli się z Antonim, byli przekonani, iż jego kazanie będzie kompromitacją. Stało się inaczej. Jak wspomina jeden z uczestników: „Rozpoczął on z prostotą. W miarę rozwijania tematu, jego głos przybierał na sile, a w trakcie przedstawiania doktryn mistycznych stał się tak donośny, że napełnił słuchaczy najwyższym podziwem”.

Okazało się, iż talent pokornego zakonnika był jak owo ziarno, o którym mówi Pan Jezus, że musi najpierw obumrzeć w ziemi, by wydać plon stokrotny. Uczestnicy uroczystości, w tym również dominikanie – a więc członkowie zakonu kaznodziejskiego – byli zdumieni głęboką znajomością

Pisma, cytowanego z pamięci przez niepozornego mnicha, którego głos stał się donośny, a wykład tajemnic Bożych jasny, logiczny i poruszający.
Za sprawą tego jednego kazania Święty awansował z pustelniczego sługi kilku współbraci od razu na katedrę uniwersytecką w Bolonii, a święty Franciszek zaczął nazywać go swoim „biskupem”. Pisał on wtedy:

„Do Brata Antoniego, mojego biskupa. Pozdrawia cię brat Franciszek. Uważam, że powinieneś wykładać świętą teologię naszym braciom. Jak jest to jednak napisane w regule, czuwaj nad tym, aby Duch i modlitwa nie zgasły w ich sercach. Z Bogiem!”

Biskup św. Franciszka ,,Arką Testamentu”

Brat Antoni po dwóch latach nauczania na uniwersytecie rozpoczął posługę wędrownego kaznodziei. Dotarł nawet do Rzymu, gdzie papież Grzegorz IX, usłyszawszy jego kazania, nazwał go Arką Testamentu z powodu jego zadziwiającej biegłości w Piśmie.

Kazania portugalskiego mówcy gromadziły takie tłumy, iż ludzie nie mieścili się w kościołach, a Święty musiał przemawiać na otwartej przestrzeni. Jego płomienne słowo docierało do dusz mimo wszelkich przeciwności – kruszyło grzeszne przywiązania, pokonywało nawet… niesprzyjającą pogodę.

Otóż pewnego razu podczas kazania na wielkim placu, zaczął padać rzęsisty deszcz i gdy lud już miał się rozpierzchnąć dla schronienia się przed deszczem, Antoni zawołał: „Stójcie, kropla was jedna nie zmoczy” – i rzeczywiście, okazało się później, iż miejsce, gdzie stał zgromadzony lud było całkowicie suche.

W roku 1224 został posłany do Francji, aby walczyć przeciwko grasującej sekcie katarów. Nauczali oni, że istnieje dwóch Bogów – dobry i zły – i że wszystko, co cielesne, pochodzi od tego złego. Konsekwencje takiej nauki były straszliwe dla religii i społeczeństwa.

W porządku religijnym bowiem okazywało się, iż nauka Chrystusa Pana jest nieprawdziwa, ponieważ Syn Boży nie mógł przyjąć ciała, które z natury jest złe, w porządku zaś społecznym nauka katarska odrzucała małżeństwo, a więc i rodzinę, czyli podkopywała fundament chrześcijańskiego ładu.

Święty był przerażony obłędnymi naukami nowej sekty, ponieważ twierdząc, iż Chrystus nie miał ciała, jej hersztowie negowali także prawdę o Jego chwalebnym zmartwychwstaniu, a jak powiada Apostoł Narodów:

„A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżne tedy jest przepowiadanie nasze, próżna jest i wiara nasza”.

Święty Antoni wywiódł mnóstwo dusz z błędów zwodniczej sekty, a Pan Bóg potwierdzał jego nauczanie coraz to nowymi cudami, takimi jak wyżej opisane zdarzenie z deszczem, które miało miejsca właśnie we Francji.

,,Osioł się kłania!”

Pewnego razu wędrowny kaznodzieja polemizował z heretykiem na temat realnej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jego adwersarz, widząc, iż nie posiada już żadnych argumentów przeciwko prawdzie dowodzonej przez Antoniego, uciekł się do wybiegu i powiedział, iż uwierzy jego nauce, jeśli jego osioł głodzony przez trzy dni i postawiony przed heretykiem z owsem z jednej strony, a katolickim kapłanem z Hostią z drugiej, odejdzie od strawy i odda hołd Temu, co heretyk nazywał „chlebem”.

Święty zgodził się i po trzech dniach zebrano rzeszę ludu w miejscu publicznym. Przyprowadzony osioł podszedł najprzód do owsa, lecz gdy Antoni wezwał go do oddana czci Bogu prawdziwemu, który ukrywa się pod postacią chleba, osioł zostawił owies i z wielkim zawstydzeniem heretyków, a wielką radością ludu Bożego ugiął nogi przed Panem.

Rok 1227

W roku 1227 złotousty apostoł został mianowany prowincjałem regionu Emilia-Romania w północnej Italii, a także Lombardii i Wenecji. Pełnił ten urząd przez trzy lata, a gdy zrzekł się go za zgodą papieża, osiadł w Padwie i tam oddawał się pracy naukowej i kaznodziejskiej. Było to w roku 1230 i zasłużony posłannik Boży spędził w mieście zaledwie rok, ale z jakiegoś powodu właśnie z nim został skojarzony. Pomimo młodego wieku Antoni Padewski zapadł poważnie na zdrowiu z powodu ciągłego życia na skraju wyczerpania, do którego dodawał jeszcze dobrowolne umartwienia.

źródło: https://www.pch24.pl

Komentarze zamknięte, ale trackbacks i пингбэков otwarte.