Myli się ten, kto myśli że cuda dokonane za przyczyną św. Antoniego zdarzały się wyłącznie w odległych czasach. Okazuje się bowiem, że patron Padwy także dzisiaj służy pomocą. I to nie tylko w odnajdywaniu rzeczy zagubionych. Przed nami kolejny wtorek spotkania ze świętym Antonim. Po raz kolejny będziemy mogli złożyć nasze intencje świętemu z Padwy podczas cotygodniowego nabożeństwa po Mszach Świętych o 8:30 i 19:00.

Ołtarz świętego Antoniego w naszym klasztorze podczas odpustu 13 czerwca.

W trudnych sytuacjach ludzie często proszą świętych o interwencję. Czasami jednak zapominają, że źródłem każdej łaski jest sam Bóg…

Dojrzały chrześcijanin o tym wie, a przynajmniej powinien. Przykładowo nasz święty papież – Jan Paweł II wiedział, a modlił się do świętych. Osoby, które były blisko niego, wspominają, że w prywatnej kaplicy miał stół, a na nim znajdowały się relikwie bardzo wielu świętych. On te relikwie codziennie dotykał, łącząc się w ten sposób z każdym z tych świętych „przyjaciół”. A przecież był człowiekiem światłym i nie kultywował zabobonów. Św. Franciszek wypraszając jakąś łaskę, zapraszał do modlitwy cały Dwór Niebieski, a więc Maryję, św. Michała Archanioła itp.

Podobnie było w Radecznicy, kiedy pięcioletni Konrad spod Biłgoraja został przywieziony do szpitala, lekarze dawali mu niewielkie szanse na przeżycie. Jego stan oceniano jako beznadziejny. Chłopiec był nieprzytomny, miał uraz czaszki. Huśtawka uderzyła go w prawą stronę głowy, kiedy bawił się na podwórku. Stało się to 13 czerwca 2002 r. Dokładnie we wspomnienie św. Antoniego.

Tuż po wypadku chłopiec został przewieziony do szpitala w Biłgoraju. Lekarze zrobili mu prześwietlenie. Obrażenia głowy okazały się bardzo poważne. „Huśtawka zrobiła w głowie kilkucentymetrowy otwór, kości popękały na kawałeczki i przemieściły się w głąb mózgu. Widoczny był dziesięciocentymetrowej grubości krwiak” – piszą w swoim świadectwie rodzice Konrada. Konieczna okazała się skomplikowana operacja chirurgiczna, której biłgorajscy lekarze nie chcieli się podjąć. Dziecko trafiło do Kliniki Chirurgii i Traumatologii Dziecięcej Akademii Medycznej Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. W tym czasie, babcia chłopca pojechała do Ojców Bernardynów i poprosiła o odprawienie Mszy w intencji Konrada.

Gdy w Radecznicy modlono się o zdrowie pięciolatka, w Lublinie trwała operacja. Podjął się jej najlepszy z tamtejszych chirurgów. „Powiadomiono nas, że dziecko nie przeżyje operacji. Zawierzyliśmy Bogu; cała nasza rodzina gorąco się modliła” – wspominają rodzice Konrada. Tymczasem chłopiec przeżył i po kilku tygodniach został wypisany ze szpitala. Z każdym kolejnym dniem stawał się silniejszy i szybko powracał do zdrowia. Dziś po wypadku nie ma nawet śladu. A Konrad, wraz z rodziną, każdego roku jeździ do Radecznicy, by podziękować św. Antoniemu za pomoc. „Dziękujemy i głęboko wierzymy, że modlitwa, wiara i miłość mogą zdziałać cud” – podkreślają rodzice chłopca w spisanym pół roku po wypadku świadectwie.

( źródło: https://opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/echo201023_swietya.html )

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.