19. listopada będziemy wspominać razem ze świętym z Padwy, którego nabożeństwo odbędzie się po Mszach Świętych o godzinach 8:30 i 19:00, księżniczkę, która odrzuciła koronę królewską i wybrała ubóstwo idąc śladem św. Franciszka i św. Klary. Odkryła, że na Miłość odpowiada się miłością: całkowitą, pełną oddania i rezygnacji z siebie. Tak samo postępując jak drogi nam święty Antoni.

Błogosławiona Salomea była córką księcia małopolskiego z dynastii Piastów – Leszka Białego i Grzymisławy z Rurykowiczów, księżniczki ruskiej. Urodziła się na przełomie 1211/1212 r. Szybko znalazła się w centrum polityki. Mając zaledwie 6 lat została zaręczona z księciem węgierskim Kolomanem (bratem św. Elżbiety Węgierskiej), co miało utrwalić pokój między Polską a Węgrami. Salomea poślubiła wkrótce Kolomana, od początku przyrzekając – za zgodą męża – zachowanie dziewictwa. W roku 1219, w wieku 8 lat, zasiadła z mężem na tronie halickim. Nie ma żadnego potwierdzenia, że była koronowana.

W 1241 r. po walce z Tatarami, na skutek odniesionych ran, zginął Koloman. Salomea jako 30-letnia wdowa wróciła na dwór swego brata, Bolesława. Tam jednak postarała się z pomocą braci franciszkanów o utworzenie klasztoru klarysek, do którego w 1245 r. sama wstąpiła. Pierwsze siostry pochodziły z klasztoru praskiego, wysłane przez św. Agnieszkę Czeską. Salomea żyła jako klaryska 23 lata i dała świadectwo intensywnej, choć cichej pokuty oraz głębokiego nabożeństwa do Maryi Dziewicy. Do dziś siostry przechowują jej włosienicę i ikonę Maryi Hodegetrii, ofiarowaną Salomei jeszcze na Węgrzech przez matkę Kingi, Marię Laskaris, córkę cesarza z Konstantynopola.

Błogosławiona Salomea latem 1268 r. czując już utratę sił pozostawiła testament i przewidziała swą śmierć, która nastąpiła 17 listopada 1268 roku. Zmarła w opinii świętości. Pochówek odbył się w Krakowie i ciało Salomei umieszczono w kościele franciszkanów, duchowych opiekunów rodziny książęcej.

Tradycja wspólnotowa zawiera zwyczaj błogosławienia wina poprzez zanurzenie w nim relikwii bł. Salomei. Siostry zgromadzone na tym nabożeństwie modlą się prosząc bł. Salomeę, by wstawiała się za osobami, które będą kosztowały tego wina lub nacierały nim chore miejsca na swoim ciele. Wierzymy, że takie znaki pomagają przybliżyć się nam do naszych świętych w Niebie, otrzymać ich wstawiennictwo i uprosić oczekiwane łaski.

Droga do Boga.

Świętego z Padwy i błogosławioną Salomeę łączy nie tylko wspólny wiek w którym żyli, ale moc jaką głosili Chrystusa w średniowiecznej Europie, natomiast Antoniego ludzie zapamiętali za cuda czynione za życia oraz po śmierci, ale jak wiemy działa On do dziś.

Oto kolejny z nich:

Pamiętam, że w dzieciństwie, gdy coś zgubiłam, moja mama mówiła: ”Pomódl się do św. Antoniego, on ci to znajdzie”. Wtedy z ufnością dziecka prosiłam, by ten święty znalazł mi piłkę, długopis czy jakiś inny drobiazg. Słowa: Święty Antoni, niech się święci chwała Twoja, niech się znajdzie zguba moja zawsze działały. To coś odnajdywało się.

Po latach zapomniałam o mocy św. Antoniego, aż do 2010 roku, kiedy to zgubiła się moja szczęśliwa rodzina. Zgubił się mąż, który goniąc za sławą, pieniędzmi, zapomniał o dzieciach, żonie, o roli ojca i męża. Zgubiły się dzieci, bo biegały za modnymi ciuchami, wypasionymi komórkami, sławnymi idolami. Zgubiłam się ja, bo chciałam jeszcze tę rodzinę scalać, ratować, ale wszystko wymykało mi się z rąk. Pewnego dnia przypomniałam sobie w swojej bezradności o świętym od zagubionych rzeczy. Pomyślałam: ” Skoro umie on znaleźć zagubioną rzecz, to pewnie pomoże odnaleźć też człowieka ?!”. Pojechałam do sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy i mocno prosiłam, aby święty ”znalazł” mojego męża i ojca moich dzieci. Prosiłam, aby mój mąż zrozumiał, że rodzina jest najważniejsza, i żeby do nas wrócił. On jednak zaczął się oddalać coraz bardziej, poświęcał wiele czasu innym ludziom, innym kobietom. Nie ustawałam w modlitwie do św. Antoniego i któregoś dnia zrozumiałam, że św. Antoni znalazł dla mnie coś ważniejszego niż mój mąż, znalazł drogę do Boga.

Męża nie ma z nami i wszystkie trudy rodzicielstwa muszę nieść sama, ale to cierpienie zbliżyło mnie do Boga. Znalazłam czas na rozmowę z Panem i czas dla bliźniego. Znalazłam pokój w mojej duszy, w moim sercu i w mojej rodzinie. Wierzę, że św. Antoni czuwa nad nami i przed każdą trudną decyzją jadę do Radecznicy, z której pokój rozlewa się wokół po równinach. Trudne sprawy po prostu zostawiam św. Antoniemu, a on znajduję najlepsze rozwiązania. Modlę się za mojego męża, aby św. Antoni pomógł mu odnaleźć drogę do Boga, i wierzę, że ten święty potrafi wszystko odnaleźć.

( źródło: http://www.klaryski.pl/bl-salomea.php, świadectwa z książki pt: ,, Cuda świętego Antoniego. Świadectwa i modlitwy.” Wydawnictwo WAM )

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.