,,Bądź z nami w każdy czas, wspieraj i ratuj nas!" (Page 2)

27 listopada, w kalendarzu franciszkańskim przypada wspomnienie jednego z najlepszych apostołów Matki Bożej. Jego życie, nabożeństwa ku Maryi oraz surowe posty w wigilię Jej świąt budzi olbrzymi podziw i uznanie. Mowa o Świętym Franciszku Antonim Fasani, prezbiterze, który nie widział życia bez Bogurodzicy.

Każdy z nas może już jutro podobnie jak święty Franciszek powiedzieć Pani Piotrkowskiej, że Ją kocha i oddaje się Jej całkowicie. Jak zawsze w środę po Mszach Świętych o godzinach 8:30 i 19:00 podczas nowenny do Matki Bożej będzie mógł się oddać w Jej opiekę.

Urodził się 6 sierpnia 1681 r. w Lucera, we włoskiej Apulii. Bardzo wcześnie jego życie związane zostało z zakonem franciszkanów konwentualnych.

W wieku sześciu lat został ministrantem w ich kościele i zaczął pobierać nauki w szkole przyklasztornej. W 1695 r. wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych i przyjął imię Franciszek Antoni. Po odbyciu nowicjatu 23 sierpnia 1696 r. złożył w Monte S. Angeli profesję wieczystą i zaczął swoją posługę w prowincji zakonnej św. Anioła. Święcenia kapłańskie otrzymał dopiero 19 września 1705 r. w Asyżu.

Pół roku później zdał egzamin, sprawdzający jego dojrzałość teologiczną, dzięki czemu mógł rozpocząć studia magisterskie na wydziale filozoficzno-teologicznym w Kolegium Generalnym w Asyżu. Rok później kapituła generalna udzieliła mu dyspensy od dalszych dwóch lat studiów, uznając, że prezentuje wystarczający poziom wiedzy, by podjąć naukę filozofii scholastycznej w Lucera. 27 czerwca 1709 r. otrzymał tytuł magistra teologii.

Dzięki głębokiej religijności rodziców miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej; w domu rodzinnym każdego wieczoru odmawiano wspólnie, na klęcząco, różaniec i litanię loretańską.

Po wstąpieniu do zakonu ta pobożność rozwijała się w nim wraz z pogłębieniem życia wewnętrznego i znajomością teologii i tradycji franciszkańskiej. Codziennie po Nieszporach przez pół godziny modlił się przed ołtarzem Niepokalanej; wracał tam też o północy, tuż przed udaniem się na spoczynek. W wigilie świąt Matki Bożej i w soboty praktykował surowe posty.

Jak wielka była jego miłość do Maryi i chęć naśladowania Jej - widać w słowach, którymi kończył modlitwy odmawiane prywatnie i wspólnie z ludem:

"Wierzę w Boga, który jest nieskończoną Prawdą i wierzę tak, jak wierzyła Najświętsza Dziewica. Ufam Bogu nieskończonego miłosierdzia, że dostąpię życia wiecznego i ufam tą nadzieją, jaką miała Najświętsza Dziewica. Kocham Boga, który jest nieskończonym Pięknem i Dobrem i kocham tą miłością, z jaką Go kochała Maryja Dziewica. Kocham moich bliźnich, także i nieprzyjaciół, upraszając dla nich od Boga wszelkie dobra, tak jak to czyniła Maryja Dziewica. Żałuję za me grzechy, będące obrazą nieskończonego majestatu Bożego, z takim żalem, z jakim bolała nad grzechami świata Najświętsza Dziewica. Przyjmuję wszelkie cierpienia, zdając się całkowicie na wolę Bożą, jak to czyniła Najświętsza Dziewica. Poświęcam wszystkie moje myśli, pragnienia, zmysły wewnętrzne i zewnętrzne, słowa, czyny i całe życie na ustawiczną ofiarę Bogu, tak jak to czyniła Najświętsza Dziewica".

Często głosił kazania o Matce Bożej, a swoim słuchaczom mówił:

"Kochajmy Maryję! Uciekajmy się do Niej w pokusach, cierpieniach, oschłości ducha, w każdej potrzebie duszy i ciała! Kto jest prawdziwym czcicielem Maryi, nie zazna potępienia. Ona jest bowiem kluczem do nieba; w Niej winniśmy złożyć wszystkie nasze nadzieje, ponieważ przez Jej wstawiennictwo wszystko możemy otrzymać od Boga".

Najbardziej starał się szerzyć kult Maryi Niepokalanie Poczętej. Sprowadził do kościoła klasztornego w Lucera Jej figurę o dużej wartości artystycznej, która znajduje się tam do dziś. Komponował pieśni maryjne, a jedna z nich, wielbiąca Niepokalanie Poczętą, jest jeszcze teraz śpiewana w Lucera podczas nabożeństw maryjnych.
Odszedł z tego świata trzymając obrazek Niepokalanej, odmawiając kantyk Magnificat i antyfonę Tota pulchra es Maria, 29 listopada 1742 r.

Piotrkowski kult Maryjny.

W Piotrkowie kult Maryjny ku Pani Piotrkowskiej rósł do kasaty klasztoru, czasy wojen światowych. W sercach wiernych był mimo to obecny i żywy, gdyż nieustannie zwracano się w modlitwach do Tej Ukochanej Matki, aby w dziejowych zawieruchach miała wszystkich w swojej opiece.

Jak wobec tego doszło do odnowy kultu Matki Bożej Piotrkowskiej po powrocie Bernardynów do Piotrkowa w 1922 roku?

Oczywiście, najpierw zajmowano się odrestaurowaniem zrujnowanego klasztoru i kościoła. Wobec tego i uwaga zwrócona na Cudowny Obraz Matki Bożej Piotrkowskiej nie była zbyt wielka.

Ostatnie zapiski o rozwoju kultu Matki Bożej zwanej Piotrkowską pochodzą z kroniki klasztornej. Adnotacja z roku 1961 mówi o tym, iż O. Symforian Dziwota próbował wskrzesić ostygły nieco kult maryjny, spowodowany kasatą klasztoru. Jednak jego wysiłki nie przyniosły oczekiwanych efektów. W późniejszym czasie miejsce kultu Matki Bożej Piotrkowskiej zajął kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, który był na szeroką skalę rozwijany w całej Połsce.

Wierni jednak pamiętali o Cudownym Obrazie Matki Bożej, który został umieszczony w głębi ołtarza ku Jej czci jako niewiele znaczący, bo na pierwszym miejscu widniał obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Taka postać kultu maryjnego utrzymywała się przez długie lata.