Żaden nie bywa w potrzebie wzgardzonym
Jeśli pokłada nadzieję w Antonim
Chromemu zdrowie mocen jest przywrócić
Osłodzić bóle i cierpienie skrócić.

3. zwrotka pieśni TRIUMFUJ NIEBO
św. Antoni

W roku 1224 został posłany do Francji, aby walczyć przeciwko grasującej sekcie katarów. Nauczali oni, że istnieje dwóch Bogów – dobry i zły – i że wszystko, co cielesne, pochodzi od tego złego. Konsekwencje takiej nauki były straszliwe dla religii i społeczeństwa. W porządku religijnym bowiem okazywało się, iż nauka Chrystusa Pana jest nieprawdziwa, ponieważ Syn Boży nie mógł przyjąć ciała, które z natury jest złe, w porządku zaś społecznym nauka katarska odrzucała małżeństwo, a więc i rodzinę, czyli podkopywała fundament chrześcijańskiego ładu.

Święty był przerażony obłędnymi naukami nowej sekty, ponieważ twierdząc, iż Chrystus nie miał ciała, jej hersztowie negowali także prawdę o Jego chwalebnym zmartwychwstaniu, a jak powiada Apostoł Narodów:

„A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżne tedy jest przepowiadanie nasze, próżna jest i wiara nasza”.

Święty Antoni wywiódł mnóstwo dusz z błędów zwodniczej sekty, a Pan Bóg potwierdzał jego nauczanie coraz to nowymi cudami, takimi jak zdarzenie z deszczem, które miało miejsca właśnie we Francji. Pewnego razu wędrowny kaznodzieja polemizował z heretykiem na temat realnej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Brat Antoni głosił kazanie o prawdziwej obecności Chrystusa w Eucharystii. Pewien sceptyk pokpiwał sobie z niego i powtarzał, że musi zobaczyć, aby uwierzyć. Antoni publicznie przyjął wyzwanie, prosząc, aby ów człowiek przyprowadził swoją mulicę na plac targowy. Nazajutrz zebrał się tam gęsty tłum. Święty przybył na miejsce, niosąc Najświętszy Sakrament. 

Wówczas zwierzę porzuciło swoją wiązkę siana i skłoniło kolana przed Zbawicielem. Ów sceptyk, Żyd o imieniu Zachariasz, poczuł głębokie zmieszanie… i nawrócił się. Ten cud jest i dla nas przypomnieniem o rzeczywistej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Bydło klęknęło przed Najświętszym Sakramentem!

Św. Antoni wskazuje nam także na Boga, który jest Panem życia i śmierci. 

Któregoś wieczoru, młoda matka, wszedłszy do domu po wysłuchaniu nauki św. Antoniego, zastała swoje dziecko martwe w kołysce. Pobiegła natychmiast do kaznodziei, by usłyszeć, że nie powinna rozpaczać, gdyż „Pan się ulituje”. W domu znalazła dziecko żywe, pochłonięte zabawą.

Sława św. Antoniego i cuda nie podobały się jednak wszystkim. Dlatego kiedy zaproszono go na ucztę, podano mu zatrute potrawy. On jednak posiłek błogosławił znakiem krzyża św. i nic mu nie zaszkodziło. I nawet w tak codziennej sprawie, jak modlitwa przed posiłkiem, jest dla nas wzorem ten święty. Wierzył w moc słów Chrystusa: 

„Jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić” (Mk 16,18).      

Trudy i cierpienia wzbogacają naszą osobowość.

Wiele wysiłku wkładają ludzie, by uniknąć trudów życia i złagodzić swe cierpienia. Zapominają wówczas, że największe dzieło, jakim jest odkupienie, dokonane zostało w trudach drogi krzyżowej i w cierpieniach Golgoty. Zapominają, że cierpienia są środkiem do doskonalszego życia duchowego, że cierpienie cierpliwie znoszone jest świadectwem wielkoduszności, a pokonane trudy uodparniają i uszlachetniają człowieka.

Najbardziej słabi duchowo są ci, którzy nie zaznali cierpień i trudów. Łamie ich najmniejszy podmuch pokusy. Święty Antoni zmarł młodo. Chorował wiele j cierpiał wiele. Tą drogą wspiął się na wysokie szczeble świętości. Dziś oręduje za chorymi i cierpiącymi. Tak jak w tym cudzie:

Kobieta imieniem Maria pasła pewnego razu klacze swego ojca nad rzeką Brenta. Siedziała zupełnie sama pod orzechem, gdy nagle wyszedł z wody czarny mężczyzna. Skierował się prosto ku niej, wziął ją na ręce i zaniósł pod inne drzewo orzechowe, które rosło w pobliżu. Rzucił przerażoną kobietę na ziemię i próbując gwałtu tak strasznie ją pobił, że potem ojciec musiał ją przyprowadzić do domu.

Miała bowiem garb na piersiach, nogę skurczoną w kolanie i wykrzywioną kość biodrową. Minęło ponad pięć lat, a ona ciągle cierpiała z powodu tego okropnego kalectwa. Pewnej nocy po śmierci błogosławionego Antoniego wstała bez niczyjej pomocy, bo kolano i stopa wyprostowały się. Pozostał jednak garb na piersi i zwichnięta kość biodrowa.

Pewnego dnia zaniesiono ją do grobu błogosławionego Antoniego i zupełnie powróciła do zdrowia. Gdy znikało kalectwo, wydawało się jej, że ręka ludzka delikatnie przesuwa się między ciałem i kośćmi, a członki, dręczone wcześniej ostrym bólem, doznają przyjemnej ulgi, jakby pod wpływem namaszczenia.

http://www.pch24.pl/

Komentarze zamknięte, ale trackbacks i пингбэков otwarte.