Przed nami kolejny wtorek nowenny dzięki, której możemy lepiej zrozumieć i poznać osobowość świętego z Padwy.

Święta konkurencja

Przez dziesiątki, a nawet setki lat treść modlitw do św. Antoniego pozostawała sprawą prywatną. Nikt co prawda nie wstydził się przed bliźnimi tego, o co prosi, czy za co mu dziękuje, ale modlitwy były sprawami intymnymi, znanymi Bogu, Świętemu i proszącemu. Czasem jednak trudno jest ukryć prawdziwą wdzięczność.

Zaraz po śmierci Świętego najpospolitszym wyrazem wdzięczności za otrzymaną przy jego pomocy łaskę, była świeca, zwyczajna, jaką można było nabyć gdziekolwiek, albo jaką specjalnie zamawiano i umieszczano przy grobie Świętego. Stąd nawet w padewskiej bazylice przy ołtarzu znajdujemy specjalny lichtarz na świecę o rozmiarach gigantycznych. Bywało i tak, że wyrazem wdzięczności za łaski były kaplice, a nawet kościoły wznoszone ku czci Świętego. Niektóre takie dary materialne były nie tylko znakami wdzięczności, ale także pewną formą prośby o potrzebne laski.

W 1611 r. król Zygmunt III Waza wyruszył na Moskwę, dążąc – jak się zdaje – do tego, by zostać carem, zamiast swego syna Władysława, którego rok wcześniej właśnie carem tam obwołano. W drodze musiał zatrzymać się pod Smoleńskiem, który trzeba było zdobyć, aby otworzyć sobie drogę do Moskwy. Po kilku nieudanych próbach, przystąpił do kolejnego ataku na miasto 13 czerwca 1611 r., przed bitwą obiecał, że jeśli dziś Smoleńsk zdobędzie, to zbuduje kościół Świętemu. Atak był udany, a król spełnił przyrzeczenie budując w 1623 r., w Warszawie, przy ul. Senatorskiej, drewniany kościół św. Antoniego.

Bardzo szybko po swojej śmierci św. Antoni stał się specjalistą od wszystkich kłopotów i od spraw beznadziejnych. Dowodzi tego przedziwna modlitwa, zwana Responsorium „Si quaeris”, w której zaledwie dziesięć lat po śmierci Świętego wylicza się kilkanaście gatunków cudów, takich jak wskrzeszenie zmarłych, uwolnienie od błędów doktrynalnych, uzdrowienie chorych, zwolnienie więźniów, uciszenie burzy morskiej, znalezienie rzeczy zgubionych itp.

Pierwszym „konkurentem” do tytułu Świętego od spraw beznadziejnych był i jest nadal święty apostoł Juda Tadeusz.  Wydawałoby się, że powinien w konkurencji zwyciężyć, bo przecież żył wcześniej i był bardzo bliski Panu Jezusowi. Uśmiechałem się czasem widząc, jak ktoś na odpuście św. Antoniego szukał nowenny do św. Judy Tadeusza.

Drugą „konkurentką”, głównie we Włoszech, jest św. Rita z Cascii, która żyła w XV w., była małżonką i matką, a po śmierci męża i dwóch synów wstąpiła do sióstr augustianek. Była analfabetką i w klasztorze spełniała najniższe posługi. Dziś chętnie służy każdemu, kto się do niej zwraca. Dawniej słyszałem we Włoszech, że jak św. Antoni nie pomoże – to św. Ryta na pewno zaradzi.

Kolejnym „konkurentem”, zdobywającym – podobnie jak św. Antoni – cały świat, jest dziś św. Ojciec Pio. Znany jako niezwykły spowiednik i znawca serc ludzkich, już za życia był nie tylko patronem dobrej spowiedzi. Założył obok swego klasztoru „dom dla ciężko cierpiących”, po śmierci więc stał się ich opiekunem. Jego czciciele zbierają się w grupy modlitewne, w których pogłębiają swoje życie wewnętrzne i za jego wstawiennictwem polecają Bogu wszystkie możliwe problemy. Pesymiści próbowali dowieść stróżom Grobu św. Antoniego, że jego zwycięskim konkurentem będzie Ojciec Pio, ale Padwa bynajmniej nie odczuwa spadku liczby pielgrzymów przybywających do grobu swego Świętego.

Nowym „konkurentem” św. Antoniego, głównie w opiece nad chorymi, który potrafi nawet dokonać operacji chirurgicznej, jest św. Charbel z Libanu. Jest o nim coraz głośniej i coraz bardziej rozrasta się „asortyment” jego pomocy.

Pobożni Polacy odkryli też w Neapolu niekanonizowanego jeszcze, a żyjącego przed stu laty, księdza Dolindo, do którego grobu pukają we wszystkich potrzebach, jakby ich zawiodły wszystkie inne „bankomaty Bożej łaski”.

Zachęcamy, aby do skarbonki św. Antoniego składać podziękowania i prośby, które odczytywane będą podczas wieczornego, wtorkowego nabożeństwa.

Dziś zapraszamy do lektury o cudzie pt: ,,Cud mówiącego noworodka”

,,Cud mówiącego noworodka”

Żył w Ferrarze szlachetny rycerz, który miał bardzo piękną żonę. Człowiek ten był jednak szalenie zazdrosny. Gdy żona zaszła w ciążę, zazdrość skłoniła go do podejrzeń, że dziecko jest owocem cudzołóstwa. Żona starała się uspokoić męża, lecz rycerza coraz bardziej dręczyły wątpliwości. Gdy nadeszła chwila rozwiązania i urodził się syn o ciemnej karnacji, utwierdził się w przekonaniu, że jest to syn ciemnoskórego Maura, który był u niego na służbie. Ciągłe i okrutne sceny zazdrości i zniesławiające oskarżenia sprawiały szlachetnej kobiecie wielkie cierpienie.

Pewnego razu jednak Antoni spotkał dwoje małżonków, gdy wraz z krewnymi i przyjaciółmi szli do kościoła, aby ochrzcić nowonarodzone dziecko. Antoni, który znał cały dramat zazdrości, zbliżył się do dziecka, pogłaskał je, wziął w ramiona i poprosił, aby wobec wszystkich powiedziało, kto jest jego ojcem. Dziecko mające zaledwie kilka dni, odwróciło się i wskazując rączką tatusia, powiedziało: „On jest moim ojcem”. Sytuacja wywołała zdumienie wszystkich obecnych oraz szczery żal zazdrosnego męża, który prosił o przebaczenie Boga i spotwarzaną małżonkę. Od tego też dnia żyli z sobą w doskonałej harmonii.

ŹRÓDŁO: http://poslaniecantoniego.pl/pl/artykuly/patronat-sw-antoniego

Komentarze zamknięte, ale trackbacks i пингбэков otwarte.